MIĘDZY WIARĄ A BRAKIEM WIARY

Między wiarą i brakiem wiary znajduje się wątpienie. Między wierzącymi i omijaczami wiary, między dogmatykami i agnostykami próbują zachować swoje miejsce – swoją niszę w duchowym ekosystemie cywilizacji zachodniej – wątpiący. Pośrodku zatem znajduje się nieliczna grupa zarazem wątpiących i wierzących, grupa poszukiwaczy prawdy. Gdyby nie wątpili, to by nie szukali, od razu spoczęliby na laurach (jak dogmatycy), gdyby zaś nie wierzyli (jak agnostycy), to nie zaczynaliby poszukiwań. Mamy bowiem trzy bezpiecz­ne, komfortowe wyspy na oceanie naszych myśli i doznań: a) wiarę w tę oto prawdę, b) zajmowanie się czymś innym, c) niewiarę w prawdę. Poszukiwacz prawdy to jedyny typ w ruchu. Pozostali tkwią w okopach swoich pozycji, czyli na owych bezpiecznych wyspach. Poszukiwacze prawdy byli, jak się zdaje, nieliczni w Grecji starożytnej. Są też nieliczni w krajach zaliczanych do cywilizacji zachodniej. Byli natomiast i są nieobecni (ich liczba jest bliska zeru) w cywilizacjach pozbawionych grec­kich korzeni. Mała liczba w porównaniu do zera okazuje się liczbą znaczącą. Gdy zatem pojawiają się w jakiejś populacji poszukiwacze prawdy – czyli „nie­ustanni poszukiwacze” (Popper), „metafizyczni niedowiarkowie”(Miłosz) – i nie są w wyniku pewnych okoliczności (Russell wskazuje na słabość religii w miastach jońskich) od razu zgładzeni jako odmieńcy, zaczyna się ferment.

PO JEDNEJ STRONIE

Skoro po jednej stronie umieściliśmy wierzących, po przeciwnej stronie jest miejsce dla tych omijających wiarę. To ci, którzy problem prawdy próbują za­pomnieć, zlekceważyć, bądź w ogóle go nie dostrzegają (ci, którzy nie chcą widzieć problemu i ci, którzy nie widzą problemu). Mamy więc wersję elitarną i wersję masową elitarna to agnostycy, świadomi omijacze gnozy, spadkobiercy sofisty Protogorasa oraz XIX-wiecznego angielskiego filozofa T. H. Huxley’a, który termin „a-gnoza” wymyślił. Wersja masowa to ludzie żyjący w wąskim horyzoncie czasoprzestrzennym. Kiedyś uciekali przed gło­dem i chłodem, i nie mieli czasu na nic innego, teraz zaś przeważnie zapamię­tale atakują (miłośnicy konsumpcji). Kołakowski nazwał ten typ świadomości masowej „fazą żarłoczności nieposkromionej”. O tym typie zapewne myślał Sokrates, gdy powiadał, że życie nieświadome nie jest warte przeżycia. O tym typie myślał też zapewne Leonardo da Vinci, gdy powiadał, że są ludzie, którzy są dodatkami do swoich przewodów pokarmowych.

POSIADACZE PRAWDY

Posiadacze prawdy, czyli wierzący, to zatem zarówno dogmatycy, którzy głoszą: „WIEM, że prawda jest i wiem, jaka jest”, jak i zdeklarowani scepty­cy, nihiliści, którzy głoszą „WIEM, że prawdy nie ma”, czyli, w istocie po­wiadają: „ostateczna prawda jest taka, że prawdy nie ma”. Nihilizm jest bo­wiem odmianą gnozy, wiedzy tajemnej, a zatem wiary. Nihilista, podobnie jak tradycyjny dogmatyk, potrafi – w swoim mniemaniu – zajrzeć poza zasłonę zjawisk. Rozdziera zasłonę i co widzi? Widzi, że nic tam nie ma. Poza kurty­ną jest pustka. Nie tylko piekło, jak twierdzą niektórzy łagodni chrześcijanie jest puste, ale całe zaświaty są puste. Wiara w puste zaświaty, czyli w „śmierć Boga”, jest jak wiadomość o śmierci kogoś bliskiego (ktoś, o kim myśleliśmy, że istniał naprawdę, okazał się być fikcją literacką). Miłosz powiada, że w takiej sytuacji pojawia się poczucie, że „coś trzeba zrobić, ale nie wiadomo co”. Dlatego nihilizm (negatywna wiara) ma w sobie spory potencjał dyna­miczny, misyjny. Modelowym przykładem jest tutaj Nietzsche. Wstrząs wy­wołany świadomością pustki wzywa do działania. Nihilizm bywa więc zaan­gażowany, w przeciwieństwie do modelowego agnostycyzmu, który daje alibi na zajęcie się „swoimi sprawami”.

NA WĄSKIEJ KŁADCE

Świetnie tę różnicę, tę odmienność, oddaje – przez Martina Bubera cyto­wana – myśl twórcy chasydyzmu, Baal Szem Towa: „Ostatecznym sensem wie­dzy jest to, że nie możemy wiedzieć. Ale są dwa rodzaje niemożności wiedze­nia. Pierwszy to niemożność wiedzenia bezzwłoczna: gdy ktoś nie próbuje na­wet badać i poznawać, skoro nie sposób wiedzieć. Drugi natomiast bada i szuka, aż przekona się, że nie można wiedzieć. A różnica między nimi – do czego naj­lepiej je porównać? Do dwóch, którzy chcą poznać króla. Jeden przemierza wszystkie królewskie komnaty, cieszy się królewskim skarbcem i pysznymi salami, po czym dowiaduje się, że nie może poznać króla. Drugi zaś mówi so­bie: skoro nie można poznać króla, po cóż w ogóle wchodzić, lepiej zadowolić się nieznajomością”(l). Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się tym czterem stanowi­skom, w innym miejscu można dostrzec podobieństwo. Mam na myśli opcje na pozór skrajne – pierwszą i trzecią. Jeśli bowiem skoncentrować się nie na sucho intelektualnych rozróżnieniach, a na typie oglądu świata, to okaże się, że nie­wzruszona pewność co do własnej wizji (perspektywy przez jaką się patrzy) jest identyczna dla absolutnie wierzących i absolutnie niewierzących. Jeśli użyć tego klucza, to okaże się, że owe cztery podręcznikowe stanowiska można sprowadzić do trzech: posiadacze prawdy, poszukiwacze prawdy i – przepra­szam za językowy dziwoląg – omijacze prawdy. Owym stanowiskom odpowia­da: wiara, wątpienie i brak wiary.

PUNKTY PRZECINANIA SIĘ ŚWIATÓW

Jednak są punkty przecinania się światów sym­bolicznych, z którymi spotykamy się na co dzień. Światami tymi są ludzie, in­dywidualności. A więc ontologie pluralistyczne są nie tylko konstrukcjami teo­retycznymi, lecz także narzędziami, przy pomocy których możemy zobaczyć nowe, zadziwiające światy.Pytanie o możliwość pojęciowego uchwycenia bytu to – jak rozumiem – pewien wariant pytania o prawdę w znaczeniu najmocniejszym, całościowym. Taka prawda ma różne określenia: „episteme”, „nomos”, „istota wszystkiego”, „tajemnica bytu”. Spotkałem się nawet (u pewnego kosmologa) z określeniem „ukryta melodia”, co może mieć zresztą odniesienia pitagorejskie. Chciałbym rozważyć najpierw, jakie są możliwe podejścia do prawdy tak pojętej. Wyróżnia się zwykle cztery stanowiska. (1) Prawda jest i wiadomo jaka jest (dogmatyzm). (2) Nie wiadomo, czy prawda jest (agnostycyzm). (3) Prawdy nie ma (scepty­cyzm). (4) Prawda jest, ale nie wiadomo jaka jest (sokrateizm).Na pierwszy rzut oka różnica między agnostycyzmem a sokrateizmem jest niewielka. Sądzę jednak, że mamy tutaj do czynienia z zasadniczą odmienno­ścią.

ONTOLOGICZNE CECHY

Zastanówmy się tylko nad jednym momentem z teorii nisz, stanowiącym zupeł­nie zdolną do życia wersję ontologii pluralistycznej.Ontologiczne cechy niszy można sumować w następujący sposób: (1) nisza ekologiczna posiada fizyczno-czasową miejscowość (lokus), wewnątrz której znajduje się pewien uprzywilejowany lokus – dziura; (2) nisza jest zjednoczoną całością z mniej lub więcej określoną granicą; (3) nisza może mieć aktualne części, również będące niszami ekologicznymi; (4) nisza jest nie tylko pewnym miejscem w przestrzeni; utrzymuje się ona pewnymi cechami funkcjonalnymi;nisza może częściowo pokrywać się lub zbiegać się z inną niszą, z którą ona nie ma wspólnych części (Smith, Yarzi, 1999).Jak to wygląda w praktyce? Wyobraźmy sobie system ekologiczny, w któ­rym koegzystują dwa rodzaje żywych organizmów. Jeden z nich, poruszający się po ziemi, jest aktywny w ciągu dnia, a w nocy śpi. Drugi, całkiem przeciw­nie, lata w powietrzu, i to tylko w nocy. Czas, miejsce, sposoby działania dla nich są zupełnie odmienne. W taki sposób każdy z nich może nie podejrzewać (i w zasadzie nie podejrzewa) o istnieniu drugiego.Na poziomie dzisiejszej wiedzy nie możemy liczyć na to, iż w jakiejkol­wiek części Ziemi znajdziemy punkt, w którym zobaczymy przecinanie się róż­nych światów fizycznych tak jak to pokazano w filmie Crossworlds reż. Krishna Rao (Trimark Pictures, 1996).

PROPONOWANA KLASYFIKACJA

Proponowana przez Goodmana klasyfi­kacja, według niego samego nie jest wyczerpująca, wystarczalna, czyli obo­wiązująca. Większość przytoczonych przez niego przykładów może pasować więcej niż do jednej klasy operacji. Chociaż można zaproponować klasyfika­cję o wyższym poziomie ścisłości, żadna z nich nie może być absolutną, po­nieważ „jak nie ma jednego jedynego świata, tak nie ma jedynego świata światów (Goodman, 1997, s. 26). Jednak w tym referacie jestem bardziej za­interesowany niektórymi formalnymi sposobami organizacji. Ściślejszym przykładem operacji, o których mówi Goodman, jest popularny dziś i bardzo poglądowy przykład z mereologii Stanisława Leśniewskiego. Możemy rozpa­trywać trzy osobne przedmioty umeblowania pokoju w postaci trzech obiek­tów – xl, x2, x3. Jednak w systemie Leśniewskiego mamy do czynienia z siedmiu obiektami: xl, x2, x3, xl + x2, xl + x3, x2 + x3, xl + x2 + x3.jeżeli w przypadku obiektów fizycznych to wygląda dość sztucznie, w stre­fie interakcji społecznych, gdzie spostrzeżenie jest zawsze podmiotowo, cza­sowo i przestrzennie ograniczonym, całkiem naturalnie możemy mieć do czy­nienia, na przykład, ze wszystkimi opisanymi obiektami, oprócz x2, wziętym powiedzmy – osobno. Mereologia Leśniewskiego – teoria formalnych struktur – stała się źródłem niezwykle owocnych idei dla współczesnej ontologii, na przykład w teorii dziur (D. Lewis, R. Casati, A. Varzi) i związanej z nią teorii nisz (B. Smith, A. Varzi).

UKŁADY ODNIESIENIA

A więc układy odniesienia należą nie tyle do przedmiotu, ile do systemu opisu. To nie musi jednak prowadzić do agnostycyzmu, ponieważ możemy (i w gruncie rzeczy musimy) uważać nasze opisy świata po prostu za nasze światy. Jeżeli nie ma kryteriów tego, który świat jest lepszy, a który gorszy, czy nie będzie skuteczniej uznać tę aktualną pluralność aktualnych światów, nie próbując zredukować ich do jednej podstawy? Jednocześnie, ponieważ jesteśmy zdolni do utrzymania różnych ontologii równocześnie, musi istnieć jakieś źró­dło zjednoczenia. Lecz poszukiwać go trzeba nie w czymś neutralnym, co leży w gruncie wszystkich rzeczy (takie podejście proponował B. Russell w koncep­cji „neutralnego monizmu”), ale w sposobie organizacji wersji.Ex nihilo nihil fit, i światy nie wynikają z niczego, lecz z innych światów. Jednak, przeciwnie do regresu twierdzeń, regres światów nie stwarza problemu „ostatniego uzasadnienia”, dlatego że każdy świat jest mniej lub więcej samo­wystarczalnym systemem opisu, z których każdy nie może być w pełni ekspli- kowany. Tym niemniej do poszukiwania elementów jednoczących obowiązuje nie tylko ambitny program badawczy, lecz także istnienie samej praktyki relacji pomiędzy światami.W swoich „Ways of Worldmaking” Goodman proponuje cały szereg ope­racji, przy pomocy których odbywa się organizacja, czyli – w jego terminach tworzenie światów: porządkowanie, dodawanie, usuwanie, podział, składa­nie, zniekształcenie, wartościowanie.

INNA MOŻLIWOŚĆ

Jednak istnieje inna możliwość, według której nie musimy pozbywać się przekonania relatywizmu referencji wobec tego lub innego schematu pojęcio­wego, o braku gotowych danych świadomości (the given), czyli tłumaczenia poznania jako praktyki kognitywnej. Taka droga była uzasadniona, m.in. przez Australijczyka Richarda Sylvana, znanego również jako Richard Routley, autora słynnej książki o Gegenstandstheońe Meinonga. Przyjęcie pluralizmu radykal­nego pozwala na istnienie, lub uzasadnia istnienie, wielu częściowo porówny­walnych teorii, które na wiele sposobów współdziałają z wieloma światami aktualnymi (Sylvan, 1988, 257-259). Z punktu widzenia Goodmana lepiej mówić o wielości światów rzeczywi­stych, a nie możliwych alternatywach jednego, rzeczywistego świata. Przecież jeżeli popieramy pozycję ontologicznej względności, to kto może podać nam znak, że właśnie ten system referencyjny jest bardziej prawdziwy lub nawet bardziej skuteczny? Zdania „Słońce jest nieustannie w ruchu” oraz „Słońce nigdy się nie porusza”, choć sprzeczne ze sobą są również tak samo prawdziwe. Czy mamy rzec zatem, że opisują one różne światy? Raczej będziemy je inter­pretować niejako pełne zdania, a jako skróty zdań w rodzaju: „W układzie od­niesienia A Słońce nieustannie jest w ruchu” i „W układzie odniesienia B Słon­ce nigdy się nie porusza” – zdań, które – według Goodmana – mogą być praw­dziwe w tym samym świecie (patrz: Goodman, 1997, s. 10-11).

WYJAŚNIENIE NA MODELU

Na tym również polega wyjaśnienie tego, że do dziś nie jesteśmy w stanie stworzyć modelu procesu referencji w badaniach nad Al: brak jednoznacznej referencji czyli odniesienia szczegółowego twierdzenia do szczegółowego do­świadczenia lub zespołu doświadczeń. Sensowne stosowanie języka i cała ko­munikacja ludzka wymaga odniesienia do całej sieci pojęciowej, czyli schematu pojęciowego. To stanowisko, nazwane przez Quine’a holizmem, było również ważne dla rozważania problemu kryterium prawdy. O ile twierdzeń indywidual­nych nie możemy weryfikować, test empiryczny musi być stosowany wyłącznie wobec nauki i wiedzy jako całości.A więc możemy sformułować następne dwie tezy:jednocześnie nie mamy do czynienia z rzeczywistością jako taką lecz tylko z jej modelami;skoro tak, to nie istnieją żadne kryteria wskazujące, który model jest wart przyjęcia. Teza ta oznacza stanowisko relatywizmu epistemologicznego.Sytuacja ta zademonstrowała, iż człowiek już nie jest mieszkańcem jednego świata – ani naturalnego, ani społecznego. Możliwość budowania różnych, lecz jednocześnie prawdziwych ontologii prowadzi do wniosku, iż niemożliwość opisu rzeczywistości „takiej, jaką ona jest” jest związana nie tyle z niedosko­nałością naszego aparatu kognitywnego, czy po prostu jego ograniczonością, ile z tym, że rzeczywistość „jako taka” nie istnieje.

Edukacja Wyższa